Wiosna rozpoczęta- pierwsze wnioski

W ostatni weekend mieliśmy okazję pierwszy raz od dłuższego czasu zobaczyć na zielonych (jeszcze nie wszędzie) boiskach naszych ligowych kopaczy. Daleko idących wniosków po tej kolejce wysuwać nie można jednak pewien szkic tego jak będzie wyglądała druga część sezonu w Polsce można stworzyć.

Przede wszystkim gratulacje dla Rafała Ulatowskiego, który potrafił zatrzymać w klubie Dawida Nowaka (nie wiadomo ile w tym zasługi trenera, ale jednak Nowak nadal w GKS). Snajper szybko, bo już w 3 minucie meczu z Wisłą, pokazał, że ze snu zimowego obudził się dawno. Podobnie jak cała drużyna z Bełchatowa, która zagrała bardzo dobre zawody walcząc od pierwszej do ostatniej minuty i momentami prezentując naprawdę ciekawy futbol. To właśnie GKS może być czarnym koniem wiosny. Mistrzostwo wydaje się być mało realne, ale miejsce w Lidze Europejskiej?

Co do Wisły, to Mistrz Polski z całą pewnością nieco zawiódł. Wprawdzie toczył niezły, szybki bój z Bełchatowem, ale wydaje się, że forma już nie ta co jesienią. Warto również zwrócić uwagę na transfery. Najlepszym wydaję się być Kameruńczyk Ba, który zaliczył kilka odbiorów, pokazywał się do gry. Wydaje mi się, że niewypałem będzie Hristov. W ostatnim meczu nie pokazał nic wielkiego nawet przez chwilę nie pokazując jakiejś dobrej piłkarskiej cechy (mówię tu o szybkości, skuteczności czy technice). Brak Pawła Brożka może być dla Wisły ciosem znacznie większym niż wydawało się kibicom, a niebyt na rynku transferowym odbić się może Mistrzom Polski czkawką. Myślę, że parę pierwszych kolejek ekipa Skorży prześpi budząc się o jeden mecz za późno. Poza tym czy Mistrz wygrywający tylko z takimi drużynami jak Odra czy Zagłębie ma szansę zaistnieć w piłkarskiej Europie?

Pod lupę należy wziąć również Lecha Poznań. Trzeba przyznać, że w meczu z Polonią Lechici specjalnie nie zachwycili. Wprawdzie wygrali 3-0, ale gra nie przypominała tej z najlepszych meczów pod wodzą Franciszka Smudy. Ktoś na republicefutbolu napisał już, że po Kolejorzu można spodziewać się szarż skrzydłami Peszki i bramek Lewandowskiego. I wydaje się to być słusznym stwierdzeniem. Stilic bowiem daleki jest od formy sprzed roku co pokazał w meczu z Polonią notując bardzo dużo łatwych strat. Także Kriwiec w pierwszym meczu nie zachwycił. Uważam więc, że z obecnym trenerem Lecha nie stać na więcej niż miejsce gwarantujące grę w Lidze Europejskiej. Majster poczeka więc jeszcze przynajmniej rok. Polonii natomiast nie pomogła nawet magia Bakero, którego zespół choć grał odważnie to doznał porażki. Jedynym plusem tego spotkania dla Warszawiaków będzie chyba transfer Andreu, który błyszczał w odbiorze i wyprowadzaniu piłki.

Muszę przyznać, że zaskoczeniem in minus była dla mnie Legia. Wprawdzie zwyciężyła z Cracovią, i to w 10, ale należy przyznać, że sporo było w tym szczęścia. Po sezonie strata Muchy może być dla Wojskowych fatalnym zderzeniem z rzeczywistością. Gdyby nie słowacki bramkarz, w wyścigu o Mistrzostwo klubu z Warszawy chyba już by nie było. Bardzo dobre wrażenie wywarł na mnie Szałachowski, którego zawsze bardzo ceniłem pod względem umiejętności. Jeżeli ominą go kontuzję, to będzie czołową postacią nie tylko Legii ale i całej ligi. Niemniej jednak uważam, że czas trenera Urbana pomału dobiega końca. “Teraz albo nigdy” wydaje się, że te słowa mógł usłyszeć coach od swoich pracowdawców, bowiem okres posuchy jeżeli chodzi o sukcesy trwa już zbyt długo. Czy jednak Legię stać na zdobycie tytułu? Szczerze wątpię.

Pochwały należą się Orestowi Lenczykowi za przygotowanie drużyny i sciągnięcie Suworowa, który prawdopodobnie zostanie czołową postacią Ekstraklasy. Widać u tego zawodnika doświadczenie wyniesione z gry w pucharach. Emanuje od niego duża pewność siebie, a poza tym posiada świetną technikę i niezły przegląd pola. Co do Cracovii, gdyby bardziej uwierzyła w swoje siły i przycisnęła Legionistów, to jestem pewien, że nawet świetny fragment Szałachowskiego nie sprawiłby, że punkty wyjechały do Warszawy.

Sporym zaskoczeniem na plus jest dla mnie forma Ruchu Chorzów. Szczerze powątpiewałem, że drużyna ta utrzyma wysoką pozycję z jesieni. Po tym co zobaczyłem śmię twierdzić, że Chorzowianie pierwszej 6 Ekstraklasy napewno nie opuszczą. Wprawdzie Arka nie wydaje się być rywalem na tle którego można wysnuwać takie wnioski, jednakże trenerowi Fornalakowi należy oddać, że kondycyjnie i taktycznie zespół przygotowany jest fenomenalnie. A Arka jak to Arka, zapewne będzie dryfować po dołach tabeli licząc na wypłynięcie w bezpieczną strefę.

Po tym wstępnym podsumowaniu zapewne ktoś z Was zauważy, że przy żadnej z drużyn nie napisałem ” główny kandydat na Mistrza Polski”. Dlaczego? Bo żadna z drużyn po pierwszej kolejce ligowej wiosny (oprócz Bełchatowa, który drogę do tytułu ma jednak zbyt odległą) nie zasłużyła! Wydaje się więc, że tak jak w ostatnich kilku latach zdobywca krajowego czempionatu będzie taki jak i cała liga- słaby. Ale cóż, z liga jak z garbatym dzieckiem- niby szkaradne, ale kochać trzeba:)

* Skomentuj ten wpis

Artur Sobiech- hit czy kit?

Naszą Ekstraklasę oceniać można różnie. Z poziomem meczów raz lepiej raz gorzej. Co jakiś czas pojawiają się jednak postacie, które tą ligę wzbogacają- nie mówię tu o ‘gwiazdeczkach’ lecz o objawieniach. Niewątpliwym objawieniem tego sezonu jest jak dla mnie Artur Sobiech. Młody napastnik chorzowskiego Ruchu w rundzie jesiennej zdobył dla Niebieskich aż 7 bramek, co walnie przyczyniło się do wysokiej 4 pozycji tego zespołu w lidze. Wprawdzie w najwyższej klasie rozgrywkowej debiutował już w 2008 roku, to jednak jego talent objawia nam się w pełnej krasie dopiero teraz. No właśnie, czy talent? Niewątpliwie coś w sobie ma. Dobre warunki fizyczne pozwalają mu na dobrą grę głową, zastawianie się, walkę o piłkę bark w bark. Specjalnie nie ustępuje również szybkością. Jednak jakiś fenomen tkwi również w Andrzeju Niedzielanie bez którego Sobiech już tak skuteczny nie jest. Po dobrej rundzie na młokosa sieć zarzuciły najbogatsze polskie kluby. Ruch za swojego snajpera oczekuje jednak ceny, którą ligowe kluby boją się wyłożyć za Artura. Oczywiście byłaby to inwestycja w przyszłość. Tylko czy trafiona? Po sezonie jego cena może podskoczyć o znaczną sumę. Jednak jeżeli wiosna w jego wykonaniu nie będzie udana to Sobiech może stracić miejsce w drużynie a co za tym idzie szansę na rozwój.

Osobiście uważam, że Artur jest jednym z tych zawodników, którzy mają największe predyspozycje do gry na wysokim poziomie. Myślę, iż wiosna w jego wykonaniu będzie jeszcze lepsza a wtedy zainteresowanie napastnikiem wzrośnie. Liczę również na debiut w reprezentacji tego zawodnika, ponieważ w takich jak on może tkwić przyszłość naszej kadry:)

* Skomentuj ten wpis

Gdzie sie podziali warszawscy kibice?

Tak, ten wpis zapewne wielu z Was zbulwersuje. Ale paru rzeczy odmowic mi nie będziecie mogli.Na wstepie zaznaczam, że mimo iz jestem fanatykiem Lecha, nie pałam nienawiścią do Legii, przeciwnie- bardzo ją szanuję.

Doskonale pamiętam, jak jeszcze parę lat temu na mecze Legii patrzyłem naprawdę z zainteresowaniem nie tylko pod względem sportowym jaki prezentował ten klub, ale również kibicowskim, ponieważ wtedy fani z ‘Żylety’ niewątpliwie należeli do ścisłej krajowej elity. Oczywiście burdy stadionowe były ich specjalnością, ale głównie w pamięci zapadł mi świetny doping i wspaniałe oprawy. Jak jest teraz? Na trybunach garsta pikników ( możecie powiedzieć, że z winy klubu- owszem, napewno), ale gdzie się podziali ci, którzy tworzyli atmosferę na Łazienkowskiej? Konflikt z klubem utrudnia sytuację, ale nie zmienia to faktu, że kibic ZAWSZE powinien być z klubem. Zgonicie winę na prezesów, ale sami powinniście dbać o pielęgnowanie tradycji. Teraz oglądając mecz Legii żal mi d..e ściska jak słychać z trybun pojedyncze okrzyki typu ,, Giza to ciota”. Spójrzcie na poznańskich fanów. My, mimo że klub połączył się z Amicą ( to tak jak wy połączylibyście się z Polonią) nadal przy nim trwamy i wspieramy go, mimo że prezesi także niekiedy podejmują kontrowersyjne decyzje. Wspieram Was w walce z tym co się dzieje w klubie, ale drużynę wypada wspomagać. Legionistów obecnie stać na napinanie się na necie, co pewnie zaraz zrpobicie. Owszem, Lechitom też się zdarza, ale Lechita może to robić z pełną odpowiedzialnością, bo wie, że drużyna może na niego liczyć. A po co ci piłkarze, którzy przywdziewają biało- czarne trykoty grają? Dla kibiców? Pytam się gdzie Ci kibice? Oni grają dla kasy. Smutna prawda. Ale to z winy klubu oraz Waszej Drodzy kibice stołecznej Legii. Pozdrawiam i dziękuję.

P.S. Nie piszcie, że to ja się napinam:) Napisałem to żebyście co nieco przemyśleli:)

* Skomentuj ten wpis

Z cyklu Euro-nadzieje: Wojciech Szczęsny

Do Euro 2012 odbywającego się w Polsce i na Ukrainie coraz bliżej. Pora więc szukać zawodników, którzy na tym turnieju mogliby zapewnić naszej reprezentacji conajmniej wyjście z grupy. W cyklu Euro-nadzieje postaram się przedstawić piłkarzy, którzy mogą znaleźć się w kadrze.

Przy ustalaniu składu trenerzy zazwyczaj zaczynają od bramkarzy. Nie inaczej będzie również w moim zestawieniu. Moją pierwszą Euro- nadzieją jest Wojciech Szczęsny- bramkarz szerokiego zaplecza Arsenalu Londyn. Obecnie młody Polak jest wypożyczony do Brendford. Arsene Wenger dokonał jednak tego ruchu, aby wychowanek warszawskiej Agrykoli mógł nabrać nieco doświadczenia, które jest niezbędne do gry w Premier League. Francuski menedżer twierdzi, że w niespełna 20-letnim bramkarzu drzemie spory potencjał i w przyszłości będzie on wielkim zawodnikiem. Słowom Wengera należy zaufać, ponieważ kto jak kto, ale on na młodych talentach zna się naprawdę dobrze. Z drużyn młodzieżowych Arsenalu wypływało już wielu świetnych graczy, a kolejne pokolenia coraz mocniej dobijają się do pierwszej drużyny Kanonierów. W niedawnym spotkaniu reprezentacji Polski seniorów z Kanadą Szczęsny otrzymał szansę debiutu i myślę, że swój 45 minutowy występ z całą pewnością może zaliczyć do udanych. Szczerze przyznam, że przez tę jedną połowę wywarł na mnie o wiele lepsze wrażenie niż Tomasz Kuszczak (którego osobiście bardzo szanuję i kibicuję mu). Oczywiście ktoś może powiedzieć, że mniej minut to mniej szans na popełnienie błędu, a poza tym klasa Rumunów była nieporównywalnie wyższa. Wojciech zaimponował mi pewnością siebei mimo młodego wieku oraz świetną grą na przedpolu. W meczach młodzieżówki zazwyczaj był wyróżniającą się postacią, a prym wiedzie również w Brendford gdzie zbiera bardzo pochlebne opinie za swoją grę. Jest bardzo pewnym siebie człowiekiem, jednak na pozycji na której występuje ta cecha jest akurat niezwykle potrzebna. Młody bramkarz z Polski doskonale wie, że talentu mu nie brakuje i stara się to udowodnić na każdym treningu i w każdym spotkaniu. Oczywiście nie jest jeszcze goalkeeperem idealnym, ponieważ musi popracować nieco nad grą na linii, wznawianiem gry oraz przede wszystkim musi nabrać doświadczenia, co Arsenal z pewnością będzie starał mu się ułatwić.

Do 2012 roku Szczęsny może nie zdoła wywalczyć sobie miejsca pierwszego bramkarza londyńskiego klubu, ale z całą pewnością jego umiejętności wzrosną, i nie będzie już człowiekiem dla wielu anonimowym. Pozostaje nam trzymać kciuki, aby jego talent nadal się rozwijał, a na Euro 2012 rozkwitnął na całego:)

W następnym wpisie z cyklu Euro-nadzieje: Maciej Sadlok

* Skomentuj ten wpis

Piłka to biznes. Jak odnajduje się w tym świecie polski klub?

Na przestrzeni kilkudziesięciu lat futbol uległ niesamowitej zmianie. Zupełnie inczaej wyglądają stadiony, inaczej wygląda sama gra, zmianie ulegli również ludzie i świat. Dawniej piłka była sportem dla wszystkich, do pewnego momentu można ją było nazwać nawet sportem nizin społecznych. Z czasem świat zaczął coraz bardziej dążyć ku pieniądzom. Również piłka zaczęła ulegać komercjalizacji. Dziś największe kluby mają sieci swoich sklepów, gdzie można kupić nawet bieliznę z klubowym emblematem. Każdy szanujący się kibic powinien mieć wykupiony karnet na mecze swojej drużyny, klubowy szal oraz koszulkę. Przyjmując, że na mecz przychodzi 80 tys. ludzi, to klub w jeden dzień może zarobić około 1 mln euro ( wliczając wykorzystanie stadionowej infrastruktury o czym później). Jeżeli do tego dodamy funkcjonowanie internetowych stron z dostępem do klubowego sklepu, to zysk takiego klubu przez jeden weekend przekracza budżety wielu polskich klubów.

Jak sprawa marketingu ma się w naszym kraju? Czołowe polskie kluby starają się gonić Europę. Przy stadionach, w mieście oraz w okolicy zakładają swoje sklepy, tworzą stadionową infrastrukturę, pojawiają się tzw. klubowe telewizje internetowe, dzięki którym każdy fan może mimo odległości na bieżąco być z drużyną. Coraz więcej drużyn polskich zatrudnia specjalistów ds. marketingu, którzy dbają o odpowiednią reklamę drużyny w kraju i poza jego granicami. Niestety element ten kuleje jeszcze w wielu klubach polskich, gdzie potencjał marketingowy podmiotu nie jest odpowiednio wykorzystywany. Kluby nie korzystają z popularności w regionie próbując np. tworzyć tradycję i więzi  ludzi z daną drużyną. Nie potrafią odpowiednio rozreklamować podmiotu jako ,,dumy regionu”. W ten sposób kluby marnują swój potencjał, który może przynieść zyski. A te, nawet najdrobniejsze, wielu ekipom przydają się jak woda konającemu na pustyni. przyjmijmy, że klub, którego 5tysięczny stadion jest na meczach zapełniany w połowie, zaczyna działać w okolicy. W pobliskich miasteczkach rozprowadzane są ulotki nt. meczu, rozwieszane są plakaty, organizuje się spotkania z piłkarzami. przyjmijmy, że po takiej akcji frekwencja wzrasta o 25% co daje 625 widzów więcej. Licząc, że bilet na mecz w najwyższej klasie rozgrykowej kosztuje średnio 20 zł, mamy conajmniej 12 500 zł zysku, nie licząc z zysków z zakupu produktów z punktów gastronomicznych na stadionie lub zakupu gadżetów klubowych. W ciągu całego sezonu budżet klubu może zasilić więc dodatkowe 200tys zł. Są to więc pieniądze za które można np. spłacić zobowiązania wobec zawodników ( lub chociaż część) bądź też zainwestować w młodzież co z całą pewnością zwróci się z nawiązką.

Mówiąc o marketingu wspomniałem o stadionowej infrastrukturze, która nie jest w pełni wykorzystywana. Mam na myśli nie tylko pożywienie dla kibiców, napoje, programy meczowe sprzedawane w trakcie spotkania, ale również tworzenie przystadionowych kawaiarni, restauracji, sklepów czy barów, w których spotkać się mogą kibice. Oczywiście jest to proces długotrwały i kosztowny, jednak z całą pewnością zbliża ludzi do klubu i zachęca do wspierania go nie tylko duchowo ale również finansowo, ponieważ w mniejszych miasatch owa restauracja czy kawiarnia mogłaby być miejscem spotkań lokalnych biznesmenów, których z czasem byćmoże udałoby się przekonać do datków na dany klub.

Jednak większość polskich klubów nie wykorzystuje w pełni swoich możliwości marketingowych. Myślę jednak, a własciwie mam taką nadzieję, że wraz ze zbliżającym się Euro 2012 polskie kluby zrobią krok do przodu i owy turniej da szansę na wykorzystanie potencjału klubom, nawet tym, które nie będą gościć na swoich stadionach uczestników piłkarskich Mistrzostw Europy.

* Skomentuj ten wpis

Czy Smuda uczyni cuda?

Wczoraj mieliśmy okazję zobaczyć pierwszy mecz reprezentacji Polski pod wodzą Franciszka Smudy. Oczywiście ciężko wyciągnąć jakieś wielkie wnioski po zaledwie jednym, debiutanckim spotkaniu, ale parę rzeczy rzuciło się w oczy.

Z całą pewnością piłkarze wykonali to, co zalecił im trener- mianowicie walczyli, tego bowiem nie można odmówić żadnemu z nich. Nasi reprezentanci agresywnie podchodzili pressingiem do Rumunów, co niejednokrotnie przynosiło oczekiwany skutek w postaci odzyskania piłki. W całym spotkaniu Polacy mieli parę momentów, które zwiastują pierwsze efekty pracy Franza. Ofensywne wejścia bocznych obrońców, dynamiczne akcje na skrzydle (szczególnie w wykonaniu Kamila Kosowskiego)- na to głównie narzekaliśmy w ostatnich meczach kadry. Oczywiście zdarzały się także słabsze momenty. Szczególnie w drugiej połowie dało się zauważyć jak duży jest odstęp między poszczególnymi formacjami dzięki czemu podopieczni Razvana Lucescu bardzo szybko przedostawali się pod nasze pole karne. Wprawdzie tylko jeden z tych wypadów zakończył się bramką, ale gdyby boisko było w lepszym stanie a i rywal byłby z wyższej półki, to mielibyśmy spore problemy. Oczywiście nie można zrzucać winy na boisko, które było jednakowe dla obu zespołów, jednak niejednokrotnie przeszkodziło ono chyba lepszym w przekroju całego meczu Polakom w strzeleniu bramki. ,,Piaskownica” przeszkodziła w szczególności Sławomirowi Peszce, który po wejściu na boisko miał dwie dogodne sytuacje do zmienienia rezultatu spotkania. Murawa nie pozwoliła rozwinąć skrzydeł także Kubie Błaszczykowskiemu, którego akcje niejednokrotnie zwalniał owy piach. Warto również wspomnieć o Tomaszu Kuszczaku, który wprawdzie nie ustrzegł się błędu ( w tej sytuacji wielki minus dla kibiców zgromadzonych an stadionie przy Łazienkowskiej, którzy jeszcze bardziej demobilizowali bramkarza krzycząc ,,Artur Boruc”) jednak cały mecz może zaliczyć na plus, mimo, że pierwszym bramkarzem raczej nie będzie. Bez wątpienia to Boruc jest w tej chwili najlepszym polskim bramkarzem i ciężko sobie wyobrazić aby zabrakło go w kadrze na marcowe spotkanie z Bułgarami. Trenera Smudę należy pochwalić za to, że dał szansę debiutu młodym utalentowanym graczom, którzy wprawdzie nic wielkiego nie pokazali, ale to właśnie oni za parę lat będą tworzyć trzon kadry. Widać, że obecnemu jeszcze szkoleniowcowi Zagłębia nie brakuje odwagi co pokazał omijając w powołaniach m.in. Mariusza Lewandowskiego, który miał stałe miejsce w ekipie Leo Beenhaakera. To właśnie w jego postawie chyba najbardziej było widać brak chęci do gry i szacunku dla polskiej reprezentacji. Mam nadzieję, iż nowy selekcjoner zauważy również błąd jakim w kadrze jest Dariusz Dudka, który chyba nie zanotował w kadrze udanego spotkania.

Podsumowując mecz z Rumunią z całą pewnością ocenić należy na plus. W grze Polaków widać było pierwsze oznaki myśli szkoleniowej Smudy, widoczna była także walka, której tak nam brakowało. Za 2 i pół roku rozegramy pierwszy mecz na Euro. Miejmy więc nadzieję, że do tego czasu stworzymy taką reprezentację, ktorą będziemy mogli się szczycić.

* Skomentuj ten wpis

Najsłabsze ogniwa czołówki naszej ligi

W każdym zespole można znaleźć jakieś słabe ogniwa, które często są chwastami wśród pięknych kwiatów. także w naszje rodizmej lidze, w drużynach czołówki tabeli można znaleźć osoby, które częściowo są odpowiedzialne za niepowodzenia swoich zespołów.

Wydawałoby się, iż Legia Warszawa jest świetnie zorganizowanym klubem. Są pieniądze, wracają kibice. Jednak mały znak zapytania należy postawić przy osobie Mirsoława Trzeciaka, który Wojskowym swoją kompetencją, a raczej niekompetencją służył nie jeden raz. Najbardziej znanym przypadkiem nieudanego ruchu byłego napastnika reprezentacji Polski jest oddanie do Znicza Pruszków Roberta Lewandowskiego, który dziś jest jednym z najbardziej łakomych kąsków w Ekstraklasie. Gdy Legia miała szanse podpisać kontrakt z Lewym, pan Trzeciak stwierdził iż nie jest to piłkarz przydatnmy drużynie. Kolejnym przykładem neich będzie Hugo Alcantara, któremu Legia nie chciała pomóc wyjść z problemów w jakie wpadał środkowy obrońca. Gdzie jest teraz owy rozrabiaka? W Cluj gdzie miał okazję rywalizować w piłkarskiej Lidze Mistrzów. Następnym nieudanym ruchem transferowym był zapewne Junior, na którego prezes Walter wydał grube pieniądze. Po czasie okazało się jednak, że ten kapitalny jak mówił Trzeciak na polskie warunki piłkarz niczym nie różni się od gwiazd Pogoni prezesa Ptaka. Tych ruchów MIrosława Trzeciaka można by jeszcze wymienić kilkanaście.

W Wiśle Kraków problemem jest z kolei sam prezes- Bogusław Cupiał.  Wieczne wahania nastrojów bossa denerwują już samych kibiców, którzy mają dość cosezonowych zmian trenera, ciągłego budowania potęgi od zera. Wydaje się, że obecny trener- Maciej Skorża ma pewne stanowisko. Kto jednak wie co uderzy do głowy zachłannemu biznesmenowi w przypadku, gdyby Wisła nie zdobyła mistrzowskiego tytułu. Wieczne zawirowania wokół drużyny nie wpływają dobrze na morale zawodników. Ostatnimi czasy prezes jednak nieco ochłonął i spokojniej podchodzi do całej sprawy co korzystnie wpłynęło na zespół, który po wygranej z Legią stał się głównym faworytem do tytułu piłkarskiego mistrza Polski.

Przed rundą wiosenną wydawało się, że Lech jest drużyną bez słabego punktu. Wspaniała atmosfera, stabilność finansowa i kapitalne wyniki w p.UEFA. Na wiosnę w podopiecznych Franciszka Smudy coś się zablokowało. Wiele osób twierdzi iż to wina samego trenera, który źle przygotował drużynę do rundy . Czarną owcą według mnie jest jednak bramkarz Kolejorza- Krzysztof Kotorowski. Jak stwierdził sam Franek Smuda po meczu z Ruchem Chorzów, Kotor zawala bramki decydujące o tytule. Kibice z Poznania są jednak podzieleni. Wielu docenia niewątpliwy wkład Krzyśka w wyniki zespołu w tym i w poprzednich sezonach. Bo faktycznie zdarzają mu się genialne mecze, w których jest bohaterem. Bywają jednak i takie spotkania w których z bohatera staje się tym najgorszym. Podobnie było w poprzedniej kolejce gdy Lech grał z Ruchem. W pierwszje części gry obronił sytuację jeden na jeden z Janoszką by w drugiej części gry wpuścić strzał z 35 metrów z rzutu wolnego. Po zmianie bramkarza Kolejorz odzyskuje siły. Czy stać go jednak będzie na zdobycie tytułu?

A jak wy oceniacie poszczególne drużyny, kto według Was jest najsłabsyzm punktem wymienionych drużyn?

* Skomentuj ten wpis

Kto mistrzem Polski?

Dzisiejszy mecz między Legią a Wisłą przez wielu traktowany jest jako mecz o mistrzostwo Polski. Faktycznie, takowym może się okazać. Rozważając jednak wszystkie możliwe opcje tylko w przypadku zwycięstwa zespołu Jana Urbana pierwsze miejsce może być rozstrzygnięte. Gdyby bowiem drużyna z Warszawy wygrała dzisiejszy mecz miałaby na koncie 57 punktów i o 3 pnukty wyprzedzałaby poznańskiego Lecha, któremu ciężko byłboby odrobić stratę w ostatnich 3 kolejkach. W razie remisu walka o mistrzostwo wróci do punktu wyjścia, ponieważ 3 drużyny liczące się w walce o ,,majstra” będą dzieliły ledwie 2 punkty, a biorąc pod uwagę fakt, że zarówno Legii jak i Wiśle zostały jesczez mecze z bardzo solidnie grającą drużyną Śląska głownym kandydatem do końcowego tryumfu stałaby się ekipa Franka Smudy. Gdyby jednak dziś przy Reymonta zwyciężyliby gospodarze to oni wyszliby na prowadzenie. Stawiałoby ich to w komfortowej sytuacji, bo do kolejnych spotkań przystępowaliby z pozycji lidera. Tuż za ich plecami czaiłaby się jednak Legia i Lech, które miałyby tylko punkt straty.

Jaki wynik jest najbardziej prawdopodobny w dzisiejszym szlagierze? Piłkarze i trenerzy obu ekip zapowiadają spektakl. Wydaje się, że bardzo ciekawy będzie pojedynek najskutecnziejszego strzelca Wisły- Pawła Brożka wspieranego przez dwójkę energicnzych pomocników: Boguskiego i Małeckiego z najlepszą obroną obecnego sezonu którą ma Legia. Według mnie najbardziej prawdopodobnym wynikiem jest remis bramkowy. Zarówno Wojskowi jak i zawodnicy Białej Gwiazdy będą chcieli pokazać ofensywny, dobry dla oka futbol. Miejmy więc nadzieję, że ,,mecz sezonu” jak mówi o nim wielu ekspertów przysporzy nam wielu emocji.

P.S. Jak wy oceniacie sznase poszczególnych drużyn na mistrzostwo? Jak myślicie, jaki wynik padnie w dzisiejszym meczu??

* Skomentuj ten wpis

Spełnić marzenia…

Już dziś o 20.45 na Stadio Friulli w Udine odbędzie się rewanżowy mecz 1/16 pucharu UEFA między gospodarzami- drużyną Udinese Calcio i ekipą Lecha Poznań. Mecz, na który czeka cała piłkarska Polska. Stawką jest nie tylko awans do kolejnej rundy ale także świetna promocja krajowej piłki oraz kolejne ważne punkciki do rankingu. Dla fanów Kolejorza to także mecz będący powodem do dumy, bowiem bądź co bądź to i tak najlpeszy wynik ich drużyny w historii występów w europejskich pucharach. Jednak jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Bez wątpienia faworytem przed rewanżem są gospodarze, którzy we wszystkich wywiadach okazują niebywałą pewność siebie. Wydaje się być pewne, że w dzisiejszym spotkaniu zagrają Floro Flores oraz Di Natale, którzy będą stanowić o sile ognia Udinese. Kibice Lecha także nie mają powodów do zmartwień ponieważ urazy Roberta Lewandowskiego i Sławomira Peszki nie okazały się na tyle mocne, aby uniemożliwić im występ w rewanżu. Dla Lechitów awans oznaczał będzie nie tylko spore pieniądze, ale także spełnienie marzeń. Dla wielu z tych zawodników będzie to jedna z najwspanialszych chwil w życiu, bo przygoda już w tym momencie jest wspaniała. Nam pozostaje jedynie kibicować i wierzyć. Wierzyć w spełnienie marzeń…

* Skomentuj ten wpis

Powrót Ligi Mistrzów- wtorek

Już dziś w naszych domach po długiej przerwie zagości z niecierpliwością oczekiwana Liga Mistrzów. Komu z nas nie brakowało przed telewizorem hymnu tychże rozgrywek w środowy wieczór( tylko w środowy bo jak wszyscy wiemy pan Korzeniowski chyba nie lubi zbytnio piłki nożnej; marnych skrótów nie skomentuję; szczęście mają Ci, co mogą obejrzeć wsyztskie mecze na platformie N). Osobiście przyznam, że za każdym razem gdy widzę intro LM to przechodzą mnie ciarki. Wiem, że spotka mnie coś niesamowitego, niezapomnianego. Jak zapowiadają się mecze 1/8 tegorocznego finału? Przeanalizujmy wszystkie pary.

Atletico Madryt - FC Porto

W fazie grupowej Atletico pokazało, że nie bez powodu dostali się do tych elitarnych rozgrywek. Remisy z FC Liverpool mówią same za siebie. Także gra w tych meczach w niektórych momentach sprawiała, że ręce same składały się do oklasków.Obecnie jednak forma podopiecznych Abela Resino pozostawia wiele do życzenia. Z ostatnich 8 spotkań w lidze wygrała zaledwie 1. Atletico ma jednak w swoich szeregach wielki talent, zawodnika będącego w stanie przesądzić o losach meczu. O kim mowa? Oczywiście o Sergio Aguero. Jednak bez pomocy kolegów z drużyny Argentyńczyk sam nic nie zrobi. Z kolei FC Porto to drużyna w każdym sezonie wychodząca z grupy Ligi Mistrzów. Większych sukcesów później jednak w niej nie odnosi(oczywiście pomijając sezon 2003/2004 kiedy to zwyciężyli w tych rozgrywkach). Jeżeli chodzi o drużynę z Portugalii to jest z nią odwrotnie niż z jej rywalem, bowiem jest ona na fali wznoszącej. Po ostatnich zwycięstwach Porto wskoczyło na pozycję lidera portugalskiej ligi wyprzedzając Benficę. ,,Derby Półwyspu Iberyjskiego” jak zdążyły już ochrzcić ten mecz media zapowiadają się więc pasjonująco. Czy Atletico zdoła zwyciężyć mimo kryzysu, czy też wygra siła tkwiąca w kolektywie FC Porto?

Mój typ: X

Olympiqe Lyon - FC Barcelona

Sporo mówi się o kryzysie w jaki rzekomo wpadła Barcelona. Czy jednak taki zespół jak ,,Duma Katalonii” może popaść w kryzys? Szczerze wątpię. Może im jedynie zdarzyć się mała wpadka, wypadek w sztuce. W tym sezonie Barcelona wydaje się pewnie zmierzać po mistrzowski tytuł w Hiszpanii. Pod wodzą Pepa Guardioli Barca odzyskała dawny blask, radość z gry. Były gracz tej drużyny świetnie poukładał wszystkie klocki które ma w swoim pudełku i stworzył z nich piękną budowlę. Budowlę, która wydaje się być nie do zniszczenia. Czy tak jednak będzie? Zapewne każdy kibic Olympiqe powtarza teraz, że to co dobre szybko się kończy mając nadzieję, że to drużyna z Lyonu przerwie passę Barcelony. Podobnie jak rywal Francuzi pewnie zmierzają po mistrzostwo kraju. Kibicom jednak ot nie wystarczy, bo w końcu ile można cieszyć się z coroczngeo mistrzostwa kraju bezosiągania sukcesów na arenie międzynarodowej? Zapewne dodatkowo zmotywowana będzie młoda gwiazda gospodarzy- Karim Benzema dla którego dwumecz z Barcą będzie swietną okazją do wypromowania się w Europie.

Mój typ:2

Arsenal Londyn - AS Roma

Roma jest typową włoską drużyną, której plusem jest gra w defensywie. Szczególnie daje się to zobaczyć na wyjazdach kiedy to Rzymianie głównie skupiają się na obronie skupiając się jedynie na kontratakach. W lidze włoskiej na 10 spotkań wyjazdowych Roma wygrała zaledwie 4, a więc nawet nie połowę spotkań. Stwarza to więc szansę Arsenalowi, aby na The Emirates Stadium stworzyć sobie dobrą zaliczkę przed rewanżem. Drużyna Arsena Wengera w tym sezonie także nie zachwyca. Nie oznacza to jednak, że nie jest w stanie pokonać Romy. Młody zespół zapewne będzie chciał udowodnić, że tkwi w nich niesamowity talent i potencjał.

Mój typ: 1

Inter Mediolan - Manchester United

Mecz z wieloma podtekstami. Sir Alex Ferguson zapewne będzie chciał poprawić swój niekorzystny bilans z drużynami prowadzonymi przez charyzmatycznego Portugalczyka Jose Mourinho. Szkot wygrał bowiem zaledwie raz. Jego Manchester jako obrońca tytułu jest jednak lekkim faworytem tego spotkania. W lidze odskoczył Liverpoolowi już na 7 punktów, a w LM bliski jest wyrównania rekordu Ajaxu Amsterdam opiweającego na 20 meczów bez porażki w tych elitarnych rozgrywkach.  Dodatkowego smaczku dodaje też pojedynek gwiazd obu zespołów: Cristiano Ronaldo i Zlatana Ibrahimovica. Po wyborze tego pierwszego na najlepszego piłkarza świata szkoleniowiec Interu wyśmiał tą decyzję oświadczając, że to Szwed jest najlepszym piłkarzem świata. Będzie więc okazja przekonać się czy miał rację. Ekipa z San Siro podbudowana zwycięstwem z lokalnym rywalem- AC MIlan zapewne będzie chciała sprawić swoim kibicom kolejny powód do radości jakim niewątpliwie będzie dobry wynik na własnym obiekcie. Spotkanie zapowiada się więc pasjonująco.

Mój typ: X

A jakie są Wasze typy?:)

* Skomentuj ten wpis

Dalej »


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


marzec 2010
P W Ś C P S N
« stycznia    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031