Jabulani znaczy radość

Już za tydzień rozpoczynają się Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. To wielkie święto dla kibiców na całym świecie. Niestety na Mundialu nie zobaczymy naszej reprezentacji. Trzeba jednak przyznać, że to lepiej dla naszego futbolu. Unikamy blamażu, nastąpiła zmiana trenera która już pomału przynosi efekty. W RPA zobaczymy 32 reprezentacje stające w walce po Puchar Świata. Wśród tych drużyn są teoretycznie lepsze i nieco słabsze reprezentacje. Wszyscy jednak mają jedno marzenie- wrócić do kraju w glorii chwały. Uda się to nielicznym, reszta będzie ocierać łzy rozpaczy obiecując poprawę za 4 lata w Brazylii.

Im bliżej do pierwszego meczu tym większa ogarnia mnie niepewność. Jaki będzie ten Mundial? Kto wygra, kto sprawi największą niespodziankę, jakie talenty zaprezentują światu reprezentacje? Wydaje mi się, żę większość drużyn postawi na ofensywny, efektowny styl. Jabulani znaczy radość- myślę, iż uczestnicy Mistrzostw pokażą nam ową radość na murawie. Z całą pewnością pomoże im afrykański klimat. Czarny Ląd nie podchodzi do piłki w sposób biznesowy. Oczywiście RPA będzie chciało zarobić na Mundialu, ale pieniądze zostaną zdominowane przez radość z każdego zagrania, z każdej bramki, każdego dnia tego turnieju. To wpłynie nieco na psychikę piłkarzy którym według mnie ten nastrój się udzieli. Uważam, że spory wkład w upiększenie MŚ będą miały drużyny afrykańskie, które mogą sprawić niejedną niespodziankę. Nie spodziewałbym się jednak, aby któraś z nich znalazła się w półfinale, ale 2 drużyny w ćwierćfinale są absolutnie możliwe. Wśród faworytów upatrywałbym Holendrów, którzy będą mieli za sobą sporo kibiców. Wielu ich rodaków mieszka boweim w RPA które jest dawną kolonią holenderską. Oranje dawno nie osiągnęli sukcesu na wielkim turnieju a te mistrzostwa są dla nich jedną z największych szans na zdobycie Pucharu Świata ponieważ większość graczy jest w optymalnym dla piłkarza wieku a w dodatku posiadają oni spore doświadczenie. Myślę, że do faworytów należy zaliczyć również Brazylię, Argentynę oraz Anglię. Niespodzianek upatrywałbym się w takich drużynach jak USA, Słowenia oraz Chile czyli zespołów na których nie spoczywa większa presja. Słoweńcy pokazali pazur w eliminacjach a reprezentanci Chile grają naprawdę ładny dla oka futbol i mimo, że nie są faworytami żadnego spotkania grupowego mogą sprawić niespodzianki. Zapewne pojawia się u Was pytanie gdzie zgubiłem Hiszpanię, Włochy, Francję czy NIemców. Otóż jestem zdania, że nasi zachodni sąsiedzi nie pokażą nic wielkiego. Kontuzje podstawowych graczy wybiją ich z rytmu. Zmiennicy nie zdążą wejść do zespołu, a poza tym nie będą tak wartościowi jak np. Ballack. Mistrzowie Europy natomiast nigdy na Mundialach nie osiągali sukcesów a ostatni wynik meczu towarzyskiego z Arabią Saudyjską, kiedy to Hiszpanie wygrali dzięki bramce w doliczonym czasie, pokazuje, że przed mistrzostwami forma piłkarzy z Półwyspu Iberyjskiego nie idzie w górę. Włosi i Francuzi przeżyją spore rozczarowanie, gdyż ich drużyny grają raczej mało efektownie a na tym Mundialu będą liczyć się tylko ci, którzy zaprezentują otwarty, totalny futbol. Precz z nudną piłką!- zdają się rzec afrykańskie boiska.

Średnia wieku większości drużyn wynosi ok 26,5. Bardzo mało zawodników ma poniżej 21 lat. Ciężko więc będzie odnaleźć jakieś młode talenty. Europejczycy żadnych objawień nam nie przedstawią. Pole do popisu będą miały ekipy z Ameryki Południowej, które przywiozą ze sobą największą ilość młodych graczy. Radziłbym obserwować takich zawodników jak Alexis Sanchez oraz Gary Medel z Chile, Nicolas Otamendi i Sergio Aguero z Argentyny, Yoann Gourcuff z Francji, Edison Cavani, Luis Suarez i Martin Caceres z Urugwaju, Giovani dos Santos z Meksyku, Jozy Altidore z USA, Milos Krasic z Serbii, Gregory van der Wiel z Holandii czy Marek Hamski ze Słowacji.

Mundial zbliża się wielkimi krokami. Mam nadzieję, że zgodnie z moimi oczekiwaniami będzie to wspaniały czas promujący radosny futbol pełen pięknych zagrań, wspaniałych bramek i wielkich emocji. Niech do wszystkich piłkarzy i trenerów trafi nazwa oficjalnej piłki, ponieważ Jabulani znaczy radość.

* Skomentuj ten wpis

Polski piłkarz w kraju i zagranicą

Polska, co zapewne nie jest odkrywcze, nie jest jakimś morzem talentów. Skauci wyławiający najlepszych zawodników na meczach naszej ligi są rzadkością. Każdy news podany przez media odnośnie zainteresowania europejskiego średniaka Polakiem jest przez znaczną część osób bardzo głośno komentowany. Rzeczywistość okazuje się być jednak brutalna. Owy news aazwyczaj nadaje się do wytarcia nim pewnej części ciała. Sporadycznie dochodzi do transferu, ale wtedy wielbiony w kraju gracz szybko i dość boleśnie spada na ziemię. Czeka go bowiem ławka. Możnaby rzec, iż to wina braku techniki. Prawdopodobnie coś w tym jest, ale największy problem tkwi w głowie człowieka, który z gwiazdy przeradza się w nic nieznaczącą postać. Ciężko wydostać się z takiego marazmu. To media kreują wizerunki o czym świadczy chociażby ostatnia kampania pochwalająca wyczyny ś.p. Lecha Kaczyńskiego (te same osoby wcześniej ganiły go za jego politykę). Polscy dziennikarze, a w szczególności sportowi, potrafią już po 2 dobrych spotkaniach nazwać zawodnika “drugim Bońkiem” itp. Doskonale pamiętamy Dawida Jarkę, który w barwach Górnika w spotkaniu ligowym zdobył 4 gole po czym gazety zastanawiały się jak trener Beenhakeer może omijać go przy powołaniach. Co dalej stało się z tym napastnikiem? Dziś mało kto wie, gdzie on się podziewa (wypożyczony do Ruchu Radzionków). Wracając do sedna sprawy. Polski piłkarz nie potrafi przystosować się do codziennej walki o miejsce w składzie przez co podłamuje się będąc pewnym, że rola rezerwowego jest mu pisana. Oczywiście zdarzają się piłkarze tacy jak Artur Boruc, Ireneusz Jeleń czy Jakub Błaszczykowski są w swoich klubach gwiazdami. Taki scenariusz spełnia się jednak u niewielu zawodników.

Poza granicami kraju Polak ma dość niską wartość. Nazwiska naszych graczy nie są znane, a ceny dyktowane przez kluby Ekstraklasy uważane za wygórowane. Dodatkowo nasi piłkarze marzą o wysokich pensjach, które w wielu przypadkach nie są adekwatne do prezentowanych umiejętności. Warto zadać sobie jednak pytanie. Dlaczego Polacy nie są cenieni za granicą? Przyczyn jest kilka. Po pierwsze braki kondycyjne. Piłkarz Ekstraklasy nie jest w stanie wytrzymać tempa spotkania co 3 dzień. Po drugie natomiast nasi gracze nie mają jakiejś specjalizacji, mam tu na myśli to, że np. specjalnością Hiszpanów jest technika a Anglików waleczność. Polak postrzegany jest jako niemrawa, wystraszona postać która stanowić może jedynie uzupełnienie składu. Trzecim powodem jest zła sława jaką przynoszą nasze “talenty” typu Matusiak, Mila i wielu wielu innych.

Czy lepiej więc, aby zawodnicy zostawali w kraju? Ktoś powie, że przez to tracą szansę na rozwój. Myślę jednak, iż pozostanie w kraju dla wielu graczy byłoby znacznie bardziej owocne. Ubolewam nad tym, że poziom rozgrywek w Polsce wyrównał się na tyle, że mamy już 3 drużyny mogące realnie myśleć o mistrzostwie. Znacznie łatwiej byłoby gdyby jedna drużyna była murowanym faworytem. Wtedy moglibyśmy stworzyć ekipę składającą się z najbardziej utalentowanych graczy, których kluby bez problemu oddawałyby podwórkowemu potentatowi. Ten z kolei przy silnym składzie mógłby myśleć o awansie do Ligi Mistrzów, która przyniosłaby pieniądze, doświadczenie dla zawodników, podniesienie atrakcyjności naszej ligi a co za tym idzie również i jej poziomu.

Polscy piłkarze chyba jednak nadal będą naiwnie opuszczać nadwiślański kraj z myślą o wielkiej karierze w rzeczywistości psując swoją przyszłość. Jedynym zawodnikiem, który na dzień dzisiejszy mógłby poradzić sobie w europejskim średniaku jest Robert Lewandowski. Czy jednak napastnik Lecha ewentualnym udanym transferem nie pozostawi cienia wątpliwości zwolennikom wyjazdów na Zachód? Oby nie

* Skomentuj ten wpis

Klub przyszłości w 3 lidze

W Polsce często narzeka się, że kluby wolą sprowadzić obcokrajowca zamiast dać szansę młodemu, wcale nie ustępującemu umiejętnościami wychowankowi. Ze świecą szukać drużyn, w których wychowankowie odgrywają czołowe role. Jest jednak pewien klub w 3 lidze, którego średnia wieku pierwszej jedenastki wynosi niespełna 20 lat! Tym klubem jest Górnik Konin.

Górnik istnieje od 1957 roku. Klub zmieniał nazwy, a kibicom w kraju znany jest głównie jako Aluminium Konin. W 1998 roku drużyna z górniczego miasta odniosła największy sukces w historii- finał Pucharu Polski (przegrana 3-5 z Amicą Wronki po meczu kupionym przez Kuchenki). Po czasie Huta wycofała się ze sponsorowania, a klub po sezonie 2003-2004 opuścił szeregi zaplecza Ekstraklasy. Ze względu na kłopoty finansowe drużyna rozpoczęła od początku od A klasy. Wychowankowie okazali się na tyle dobrzy, że klub w bardzo szybkim czasie zaliczył awans do 4 ligi odnosząc tylko jedną porażkę ligową! Po 2 sezonach gry w 4 lidze Górnik wygrał ją ulegając w barażach o 2 ligę GKSowi Tychy. Ze względu na przemiany w systemie ligowym od nowgeo sezonu KSG zaczęło grać w 3 lidze w której gra swój drugi sezon. Ze względu na problemy finanswoe z klubu odeszli doświadczeni zawodnicy pamiętani jeszcze z czasów gry w 2 lidze.

Obecnie najbardziej doświadczonym zawodnikiem klubu jest 25-letni Jakub Dębowski. Resztę drużyny stanowią natomiast gracze około 20 roku życia w tym bramkarz mający 17 lat! Wbrew pozorom ekipa Jerzego Banaszaka walczy w każdym meczu i nie ustępuje bardziej doświadczonym rywalom co pokazuje świetne miejsce w tabeli (obecnie 3). Młodzi chłopcy z Konina zadziwiają całą kujawsko-pomorsko-wielkopolską 3 ligę. Ze względu na wiek w niektórych momentach widać nonszalancję i młodzieńczą brawurę, która jednak nieraz wyszła już Górnikom na dobre. Do najlepszych zawodników zaliczyć należy Mateusza Witkowskiego- środkowego pomocnika ze świetnym odbiorem, przeglądem pola i uderzeniem. Przyznam, że dawno nie widziałem tak utalentowanego chłopaka. Dobrze zapowiadają się tacy zawodnicy jak bracia Majewscy występujący w obronie oraz bramkarz Daniel Szczepankiewicz, który od początku rundy wrócił z juniorów Lecha ( zdobył z tą ekipą tytuł Mistrzów Polski).

Ponadto warto dodać, że kilka dni temu klub podpisał kontrakt o współpracy z Kolejorzem na mocy którego Lech nabył prawo do pierwokupu najlepeij zapowiadających się graczy. Umowa dotyczy również wymianie myśli szkoleniowej dzięki czemu trenerzy młodzieży ( i tak wykonujący fantastyczną pracę) będą mogli rozwinąć swe umiejętności. Uważam, że warto zwrócić większą uwagę na tą drużynę, ponieważ jestem święcie przekonany, iż wkrótce o zawodnikach Górnika będzie znacznie głośniej!

* Skomentuj ten wpis

Poszukajmy swojego Zidane’a

Niedawno gdzieś przeczytałem, że Zinedine Zidane będzie prowadził program bodajże dla francuskiej telewizji. Celem owego przedsięwzięcia będzie wyłowienie piłkarskich talentów. Na czym polega program? Każdy otrzymuje szansę w “castingu”. Najlepsi przechodzą do finału, w którym będą mieli przyjemność trenować przez jakiś okres czasu pod okiem dawnej gwiazdy Realu i reprezentacji Francji.

Zastanawiające jest jedno. Dlaczego nikt u nas na to nie wpadł? Często słyszy się, że młodzi zawodnicy z zaścianka nie mają szansy się wybić. Po części to jest prawda. Któż bowiem zainteresowałby się ostatnią drużyną ligi okręgowej trampkarzy? A właśnie w takich drużynach marnuje się najwięcej piłkarskich talentów. Czasem na 22 osobową ekipę tylko jeden zawodnik ma ponadprzeciętny talent. Tylko i aż jeden. Spójrzmy na składy reprezentacji młodzieżowych. Większość graczy powoływana jest ze znanych wszystkim klubów. Sposobem aby to zmienić byłby program podobny do tego, który prowadzić będzie Zizu.

Patronat mogłaby objąć Telewizja Polska, która zamiast “Między niebem a ziemią” albo inną duperelą zagospodarowałaby godzinę w niedzielne popołudnie na pokazanie wyławiania talentów. “Jury” składałoby się z piłkarzy którzy niegdyś stanowili o sile reprezentacji oraz na trenerach. Przykładowo w takiej komisji mogliby zasiąść Mirek Szymkowiak, Andrzej Juskowiak, Andrzej Strejlau i Czesław Michniewicz. Do rekrutacji mógłby podejść każdy chętny, który znajdowałby się w danym przedziale wiekowym (dajmy na to do 12 lat). Jury wybrałoby grupę 20-30 zawodników, którzy w nagrodę za to, co pokazali na castingu pojechaliby na obóz 2-3 tygodniowy na którym braliby lekcje od wyżej wymienionych panów. W któryś dzień można by również było zaprosić jedną z gwiazd światowego futbolu, która poprowadziłaby zajęcie (piłkarze często zgadzają się na udział w takich przedsięwzięciach więc nie sądzę by był jakiś problem). Dodatkowo na taki obóz możnaby zaprosić trenerów reprezentacji młodzieżowych, scoutów z róznych klubów.

Myślę, że taki program byłby wspaniałą promocją polskiej piłki młodzieżowej, pokazaniem dzieciom, że marzenia spełniają się niezależnie od miejsca zmieszkania czy zamożności rodziny z której się wywodzą. Na jednej edycji tego programu chyba by się nie skończyło. Ale czy to źle? W końcu jak to zwykł mawiać Leo, w Polsce mamy wielu utalentowanych piłkarzy, nieminiej utalentowanych niż ich rówieśnicy w Europie zachodniej:)

* Skomentuj ten wpis

Wiosna rozpoczęta- pierwsze wnioski

W ostatni weekend mieliśmy okazję pierwszy raz od dłuższego czasu zobaczyć na zielonych (jeszcze nie wszędzie) boiskach naszych ligowych kopaczy. Daleko idących wniosków po tej kolejce wysuwać nie można jednak pewien szkic tego jak będzie wyglądała druga część sezonu w Polsce można stworzyć.

Przede wszystkim gratulacje dla Rafała Ulatowskiego, który potrafił zatrzymać w klubie Dawida Nowaka (nie wiadomo ile w tym zasługi trenera, ale jednak Nowak nadal w GKS). Snajper szybko, bo już w 3 minucie meczu z Wisłą, pokazał, że ze snu zimowego obudził się dawno. Podobnie jak cała drużyna z Bełchatowa, która zagrała bardzo dobre zawody walcząc od pierwszej do ostatniej minuty i momentami prezentując naprawdę ciekawy futbol. To właśnie GKS może być czarnym koniem wiosny. Mistrzostwo wydaje się być mało realne, ale miejsce w Lidze Europejskiej?

Co do Wisły, to Mistrz Polski z całą pewnością nieco zawiódł. Wprawdzie toczył niezły, szybki bój z Bełchatowem, ale wydaje się, że forma już nie ta co jesienią. Warto również zwrócić uwagę na transfery. Najlepszym wydaję się być Kameruńczyk Ba, który zaliczył kilka odbiorów, pokazywał się do gry. Wydaje mi się, że niewypałem będzie Hristov. W ostatnim meczu nie pokazał nic wielkiego nawet przez chwilę nie pokazując jakiejś dobrej piłkarskiej cechy (mówię tu o szybkości, skuteczności czy technice). Brak Pawła Brożka może być dla Wisły ciosem znacznie większym niż wydawało się kibicom, a niebyt na rynku transferowym odbić się może Mistrzom Polski czkawką. Myślę, że parę pierwszych kolejek ekipa Skorży prześpi budząc się o jeden mecz za późno. Poza tym czy Mistrz wygrywający tylko z takimi drużynami jak Odra czy Zagłębie ma szansę zaistnieć w piłkarskiej Europie?

Pod lupę należy wziąć również Lecha Poznań. Trzeba przyznać, że w meczu z Polonią Lechici specjalnie nie zachwycili. Wprawdzie wygrali 3-0, ale gra nie przypominała tej z najlepszych meczów pod wodzą Franciszka Smudy. Ktoś na republicefutbolu napisał już, że po Kolejorzu można spodziewać się szarż skrzydłami Peszki i bramek Lewandowskiego. I wydaje się to być słusznym stwierdzeniem. Stilic bowiem daleki jest od formy sprzed roku co pokazał w meczu z Polonią notując bardzo dużo łatwych strat. Także Kriwiec w pierwszym meczu nie zachwycił. Uważam więc, że z obecnym trenerem Lecha nie stać na więcej niż miejsce gwarantujące grę w Lidze Europejskiej. Majster poczeka więc jeszcze przynajmniej rok. Polonii natomiast nie pomogła nawet magia Bakero, którego zespół choć grał odważnie to doznał porażki. Jedynym plusem tego spotkania dla Warszawiaków będzie chyba transfer Andreu, który błyszczał w odbiorze i wyprowadzaniu piłki.

Muszę przyznać, że zaskoczeniem in minus była dla mnie Legia. Wprawdzie zwyciężyła z Cracovią, i to w 10, ale należy przyznać, że sporo było w tym szczęścia. Po sezonie strata Muchy może być dla Wojskowych fatalnym zderzeniem z rzeczywistością. Gdyby nie słowacki bramkarz, w wyścigu o Mistrzostwo klubu z Warszawy chyba już by nie było. Bardzo dobre wrażenie wywarł na mnie Szałachowski, którego zawsze bardzo ceniłem pod względem umiejętności. Jeżeli ominą go kontuzję, to będzie czołową postacią nie tylko Legii ale i całej ligi. Niemniej jednak uważam, że czas trenera Urbana pomału dobiega końca. “Teraz albo nigdy” wydaje się, że te słowa mógł usłyszeć coach od swoich pracowdawców, bowiem okres posuchy jeżeli chodzi o sukcesy trwa już zbyt długo. Czy jednak Legię stać na zdobycie tytułu? Szczerze wątpię.

Pochwały należą się Orestowi Lenczykowi za przygotowanie drużyny i sciągnięcie Suworowa, który prawdopodobnie zostanie czołową postacią Ekstraklasy. Widać u tego zawodnika doświadczenie wyniesione z gry w pucharach. Emanuje od niego duża pewność siebie, a poza tym posiada świetną technikę i niezły przegląd pola. Co do Cracovii, gdyby bardziej uwierzyła w swoje siły i przycisnęła Legionistów, to jestem pewien, że nawet świetny fragment Szałachowskiego nie sprawiłby, że punkty wyjechały do Warszawy.

Sporym zaskoczeniem na plus jest dla mnie forma Ruchu Chorzów. Szczerze powątpiewałem, że drużyna ta utrzyma wysoką pozycję z jesieni. Po tym co zobaczyłem śmię twierdzić, że Chorzowianie pierwszej 6 Ekstraklasy napewno nie opuszczą. Wprawdzie Arka nie wydaje się być rywalem na tle którego można wysnuwać takie wnioski, jednakże trenerowi Fornalakowi należy oddać, że kondycyjnie i taktycznie zespół przygotowany jest fenomenalnie. A Arka jak to Arka, zapewne będzie dryfować po dołach tabeli licząc na wypłynięcie w bezpieczną strefę.

Po tym wstępnym podsumowaniu zapewne ktoś z Was zauważy, że przy żadnej z drużyn nie napisałem ” główny kandydat na Mistrza Polski”. Dlaczego? Bo żadna z drużyn po pierwszej kolejce ligowej wiosny (oprócz Bełchatowa, który drogę do tytułu ma jednak zbyt odległą) nie zasłużyła! Wydaje się więc, że tak jak w ostatnich kilku latach zdobywca krajowego czempionatu będzie taki jak i cała liga- słaby. Ale cóż, z liga jak z garbatym dzieckiem- niby szkaradne, ale kochać trzeba:)

* Skomentuj ten wpis

Artur Sobiech- hit czy kit?

Naszą Ekstraklasę oceniać można różnie. Z poziomem meczów raz lepiej raz gorzej. Co jakiś czas pojawiają się jednak postacie, które tą ligę wzbogacają- nie mówię tu o ‘gwiazdeczkach’ lecz o objawieniach. Niewątpliwym objawieniem tego sezonu jest jak dla mnie Artur Sobiech. Młody napastnik chorzowskiego Ruchu w rundzie jesiennej zdobył dla Niebieskich aż 7 bramek, co walnie przyczyniło się do wysokiej 4 pozycji tego zespołu w lidze. Wprawdzie w najwyższej klasie rozgrywkowej debiutował już w 2008 roku, to jednak jego talent objawia nam się w pełnej krasie dopiero teraz. No właśnie, czy talent? Niewątpliwie coś w sobie ma. Dobre warunki fizyczne pozwalają mu na dobrą grę głową, zastawianie się, walkę o piłkę bark w bark. Specjalnie nie ustępuje również szybkością. Jednak jakiś fenomen tkwi również w Andrzeju Niedzielanie bez którego Sobiech już tak skuteczny nie jest. Po dobrej rundzie na młokosa sieć zarzuciły najbogatsze polskie kluby. Ruch za swojego snajpera oczekuje jednak ceny, którą ligowe kluby boją się wyłożyć za Artura. Oczywiście byłaby to inwestycja w przyszłość. Tylko czy trafiona? Po sezonie jego cena może podskoczyć o znaczną sumę. Jednak jeżeli wiosna w jego wykonaniu nie będzie udana to Sobiech może stracić miejsce w drużynie a co za tym idzie szansę na rozwój.

Osobiście uważam, że Artur jest jednym z tych zawodników, którzy mają największe predyspozycje do gry na wysokim poziomie. Myślę, iż wiosna w jego wykonaniu będzie jeszcze lepsza a wtedy zainteresowanie napastnikiem wzrośnie. Liczę również na debiut w reprezentacji tego zawodnika, ponieważ w takich jak on może tkwić przyszłość naszej kadry:)

* Skomentuj ten wpis

Gdzie sie podziali warszawscy kibice?

Tak, ten wpis zapewne wielu z Was zbulwersuje. Ale paru rzeczy odmowic mi nie będziecie mogli.Na wstepie zaznaczam, że mimo iz jestem fanatykiem Lecha, nie pałam nienawiścią do Legii, przeciwnie- bardzo ją szanuję.

Doskonale pamiętam, jak jeszcze parę lat temu na mecze Legii patrzyłem naprawdę z zainteresowaniem nie tylko pod względem sportowym jaki prezentował ten klub, ale również kibicowskim, ponieważ wtedy fani z ‘Żylety’ niewątpliwie należeli do ścisłej krajowej elity. Oczywiście burdy stadionowe były ich specjalnością, ale głównie w pamięci zapadł mi świetny doping i wspaniałe oprawy. Jak jest teraz? Na trybunach garsta pikników ( możecie powiedzieć, że z winy klubu- owszem, napewno), ale gdzie się podziali ci, którzy tworzyli atmosferę na Łazienkowskiej? Konflikt z klubem utrudnia sytuację, ale nie zmienia to faktu, że kibic ZAWSZE powinien być z klubem. Zgonicie winę na prezesów, ale sami powinniście dbać o pielęgnowanie tradycji. Teraz oglądając mecz Legii żal mi d..e ściska jak słychać z trybun pojedyncze okrzyki typu ,, Giza to ciota”. Spójrzcie na poznańskich fanów. My, mimo że klub połączył się z Amicą ( to tak jak wy połączylibyście się z Polonią) nadal przy nim trwamy i wspieramy go, mimo że prezesi także niekiedy podejmują kontrowersyjne decyzje. Wspieram Was w walce z tym co się dzieje w klubie, ale drużynę wypada wspomagać. Legionistów obecnie stać na napinanie się na necie, co pewnie zaraz zrpobicie. Owszem, Lechitom też się zdarza, ale Lechita może to robić z pełną odpowiedzialnością, bo wie, że drużyna może na niego liczyć. A po co ci piłkarze, którzy przywdziewają biało- czarne trykoty grają? Dla kibiców? Pytam się gdzie Ci kibice? Oni grają dla kasy. Smutna prawda. Ale to z winy klubu oraz Waszej Drodzy kibice stołecznej Legii. Pozdrawiam i dziękuję.

P.S. Nie piszcie, że to ja się napinam:) Napisałem to żebyście co nieco przemyśleli:)

* Skomentuj ten wpis

Z cyklu Euro-nadzieje: Wojciech Szczęsny

Do Euro 2012 odbywającego się w Polsce i na Ukrainie coraz bliżej. Pora więc szukać zawodników, którzy na tym turnieju mogliby zapewnić naszej reprezentacji conajmniej wyjście z grupy. W cyklu Euro-nadzieje postaram się przedstawić piłkarzy, którzy mogą znaleźć się w kadrze.

Przy ustalaniu składu trenerzy zazwyczaj zaczynają od bramkarzy. Nie inaczej będzie również w moim zestawieniu. Moją pierwszą Euro- nadzieją jest Wojciech Szczęsny- bramkarz szerokiego zaplecza Arsenalu Londyn. Obecnie młody Polak jest wypożyczony do Brendford. Arsene Wenger dokonał jednak tego ruchu, aby wychowanek warszawskiej Agrykoli mógł nabrać nieco doświadczenia, które jest niezbędne do gry w Premier League. Francuski menedżer twierdzi, że w niespełna 20-letnim bramkarzu drzemie spory potencjał i w przyszłości będzie on wielkim zawodnikiem. Słowom Wengera należy zaufać, ponieważ kto jak kto, ale on na młodych talentach zna się naprawdę dobrze. Z drużyn młodzieżowych Arsenalu wypływało już wielu świetnych graczy, a kolejne pokolenia coraz mocniej dobijają się do pierwszej drużyny Kanonierów. W niedawnym spotkaniu reprezentacji Polski seniorów z Kanadą Szczęsny otrzymał szansę debiutu i myślę, że swój 45 minutowy występ z całą pewnością może zaliczyć do udanych. Szczerze przyznam, że przez tę jedną połowę wywarł na mnie o wiele lepsze wrażenie niż Tomasz Kuszczak (którego osobiście bardzo szanuję i kibicuję mu). Oczywiście ktoś może powiedzieć, że mniej minut to mniej szans na popełnienie błędu, a poza tym klasa Rumunów była nieporównywalnie wyższa. Wojciech zaimponował mi pewnością siebei mimo młodego wieku oraz świetną grą na przedpolu. W meczach młodzieżówki zazwyczaj był wyróżniającą się postacią, a prym wiedzie również w Brendford gdzie zbiera bardzo pochlebne opinie za swoją grę. Jest bardzo pewnym siebie człowiekiem, jednak na pozycji na której występuje ta cecha jest akurat niezwykle potrzebna. Młody bramkarz z Polski doskonale wie, że talentu mu nie brakuje i stara się to udowodnić na każdym treningu i w każdym spotkaniu. Oczywiście nie jest jeszcze goalkeeperem idealnym, ponieważ musi popracować nieco nad grą na linii, wznawianiem gry oraz przede wszystkim musi nabrać doświadczenia, co Arsenal z pewnością będzie starał mu się ułatwić.

Do 2012 roku Szczęsny może nie zdoła wywalczyć sobie miejsca pierwszego bramkarza londyńskiego klubu, ale z całą pewnością jego umiejętności wzrosną, i nie będzie już człowiekiem dla wielu anonimowym. Pozostaje nam trzymać kciuki, aby jego talent nadal się rozwijał, a na Euro 2012 rozkwitnął na całego:)

W następnym wpisie z cyklu Euro-nadzieje: Maciej Sadlok

* Skomentuj ten wpis

Piłka to biznes. Jak odnajduje się w tym świecie polski klub?

Na przestrzeni kilkudziesięciu lat futbol uległ niesamowitej zmianie. Zupełnie inczaej wyglądają stadiony, inaczej wygląda sama gra, zmianie ulegli również ludzie i świat. Dawniej piłka była sportem dla wszystkich, do pewnego momentu można ją było nazwać nawet sportem nizin społecznych. Z czasem świat zaczął coraz bardziej dążyć ku pieniądzom. Również piłka zaczęła ulegać komercjalizacji. Dziś największe kluby mają sieci swoich sklepów, gdzie można kupić nawet bieliznę z klubowym emblematem. Każdy szanujący się kibic powinien mieć wykupiony karnet na mecze swojej drużyny, klubowy szal oraz koszulkę. Przyjmując, że na mecz przychodzi 80 tys. ludzi, to klub w jeden dzień może zarobić około 1 mln euro ( wliczając wykorzystanie stadionowej infrastruktury o czym później). Jeżeli do tego dodamy funkcjonowanie internetowych stron z dostępem do klubowego sklepu, to zysk takiego klubu przez jeden weekend przekracza budżety wielu polskich klubów.

Jak sprawa marketingu ma się w naszym kraju? Czołowe polskie kluby starają się gonić Europę. Przy stadionach, w mieście oraz w okolicy zakładają swoje sklepy, tworzą stadionową infrastrukturę, pojawiają się tzw. klubowe telewizje internetowe, dzięki którym każdy fan może mimo odległości na bieżąco być z drużyną. Coraz więcej drużyn polskich zatrudnia specjalistów ds. marketingu, którzy dbają o odpowiednią reklamę drużyny w kraju i poza jego granicami. Niestety element ten kuleje jeszcze w wielu klubach polskich, gdzie potencjał marketingowy podmiotu nie jest odpowiednio wykorzystywany. Kluby nie korzystają z popularności w regionie próbując np. tworzyć tradycję i więzi  ludzi z daną drużyną. Nie potrafią odpowiednio rozreklamować podmiotu jako ,,dumy regionu”. W ten sposób kluby marnują swój potencjał, który może przynieść zyski. A te, nawet najdrobniejsze, wielu ekipom przydają się jak woda konającemu na pustyni. przyjmijmy, że klub, którego 5tysięczny stadion jest na meczach zapełniany w połowie, zaczyna działać w okolicy. W pobliskich miasteczkach rozprowadzane są ulotki nt. meczu, rozwieszane są plakaty, organizuje się spotkania z piłkarzami. przyjmijmy, że po takiej akcji frekwencja wzrasta o 25% co daje 625 widzów więcej. Licząc, że bilet na mecz w najwyższej klasie rozgrykowej kosztuje średnio 20 zł, mamy conajmniej 12 500 zł zysku, nie licząc z zysków z zakupu produktów z punktów gastronomicznych na stadionie lub zakupu gadżetów klubowych. W ciągu całego sezonu budżet klubu może zasilić więc dodatkowe 200tys zł. Są to więc pieniądze za które można np. spłacić zobowiązania wobec zawodników ( lub chociaż część) bądź też zainwestować w młodzież co z całą pewnością zwróci się z nawiązką.

Mówiąc o marketingu wspomniałem o stadionowej infrastrukturze, która nie jest w pełni wykorzystywana. Mam na myśli nie tylko pożywienie dla kibiców, napoje, programy meczowe sprzedawane w trakcie spotkania, ale również tworzenie przystadionowych kawaiarni, restauracji, sklepów czy barów, w których spotkać się mogą kibice. Oczywiście jest to proces długotrwały i kosztowny, jednak z całą pewnością zbliża ludzi do klubu i zachęca do wspierania go nie tylko duchowo ale również finansowo, ponieważ w mniejszych miasatch owa restauracja czy kawiarnia mogłaby być miejscem spotkań lokalnych biznesmenów, których z czasem byćmoże udałoby się przekonać do datków na dany klub.

Jednak większość polskich klubów nie wykorzystuje w pełni swoich możliwości marketingowych. Myślę jednak, a własciwie mam taką nadzieję, że wraz ze zbliżającym się Euro 2012 polskie kluby zrobią krok do przodu i owy turniej da szansę na wykorzystanie potencjału klubom, nawet tym, które nie będą gościć na swoich stadionach uczestników piłkarskich Mistrzostw Europy.

* Skomentuj ten wpis

Czy Smuda uczyni cuda?

Wczoraj mieliśmy okazję zobaczyć pierwszy mecz reprezentacji Polski pod wodzą Franciszka Smudy. Oczywiście ciężko wyciągnąć jakieś wielkie wnioski po zaledwie jednym, debiutanckim spotkaniu, ale parę rzeczy rzuciło się w oczy.

Z całą pewnością piłkarze wykonali to, co zalecił im trener- mianowicie walczyli, tego bowiem nie można odmówić żadnemu z nich. Nasi reprezentanci agresywnie podchodzili pressingiem do Rumunów, co niejednokrotnie przynosiło oczekiwany skutek w postaci odzyskania piłki. W całym spotkaniu Polacy mieli parę momentów, które zwiastują pierwsze efekty pracy Franza. Ofensywne wejścia bocznych obrońców, dynamiczne akcje na skrzydle (szczególnie w wykonaniu Kamila Kosowskiego)- na to głównie narzekaliśmy w ostatnich meczach kadry. Oczywiście zdarzały się także słabsze momenty. Szczególnie w drugiej połowie dało się zauważyć jak duży jest odstęp między poszczególnymi formacjami dzięki czemu podopieczni Razvana Lucescu bardzo szybko przedostawali się pod nasze pole karne. Wprawdzie tylko jeden z tych wypadów zakończył się bramką, ale gdyby boisko było w lepszym stanie a i rywal byłby z wyższej półki, to mielibyśmy spore problemy. Oczywiście nie można zrzucać winy na boisko, które było jednakowe dla obu zespołów, jednak niejednokrotnie przeszkodziło ono chyba lepszym w przekroju całego meczu Polakom w strzeleniu bramki. ,,Piaskownica” przeszkodziła w szczególności Sławomirowi Peszce, który po wejściu na boisko miał dwie dogodne sytuacje do zmienienia rezultatu spotkania. Murawa nie pozwoliła rozwinąć skrzydeł także Kubie Błaszczykowskiemu, którego akcje niejednokrotnie zwalniał owy piach. Warto również wspomnieć o Tomaszu Kuszczaku, który wprawdzie nie ustrzegł się błędu ( w tej sytuacji wielki minus dla kibiców zgromadzonych an stadionie przy Łazienkowskiej, którzy jeszcze bardziej demobilizowali bramkarza krzycząc ,,Artur Boruc”) jednak cały mecz może zaliczyć na plus, mimo, że pierwszym bramkarzem raczej nie będzie. Bez wątpienia to Boruc jest w tej chwili najlepszym polskim bramkarzem i ciężko sobie wyobrazić aby zabrakło go w kadrze na marcowe spotkanie z Bułgarami. Trenera Smudę należy pochwalić za to, że dał szansę debiutu młodym utalentowanym graczom, którzy wprawdzie nic wielkiego nie pokazali, ale to właśnie oni za parę lat będą tworzyć trzon kadry. Widać, że obecnemu jeszcze szkoleniowcowi Zagłębia nie brakuje odwagi co pokazał omijając w powołaniach m.in. Mariusza Lewandowskiego, który miał stałe miejsce w ekipie Leo Beenhaakera. To właśnie w jego postawie chyba najbardziej było widać brak chęci do gry i szacunku dla polskiej reprezentacji. Mam nadzieję, iż nowy selekcjoner zauważy również błąd jakim w kadrze jest Dariusz Dudka, który chyba nie zanotował w kadrze udanego spotkania.

Podsumowując mecz z Rumunią z całą pewnością ocenić należy na plus. W grze Polaków widać było pierwsze oznaki myśli szkoleniowej Smudy, widoczna była także walka, której tak nam brakowało. Za 2 i pół roku rozegramy pierwszy mecz na Euro. Miejmy więc nadzieję, że do tego czasu stworzymy taką reprezentację, ktorą będziemy mogli się szczycić.

* Skomentuj ten wpis

Dalej »


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


wrzesień 2010
P W Ś C P S N
« czerwca    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930